Blog > Komentarze do wpisu
Współuzależniona

Jak co piątek (no, prawie), pojechaliśmy na miting. Nie byłam w nastroju. Miałam ochotę wogóle tam nie iść, usiąść na ławce w parku i poczekać.

Poszłam.Wiadomo. Jakoś przetrwałam.

Po mitingu zostaliśmy zaproszeni na herbatę w wąskim gronie alkoholików, narkomanów i terapeutów. Oczywiście, że się zgodziłam. Z kubkiem słodkiej herbaty przyglądałam się towarzystwu, słuchałam. Przez chwilę czułam, że chcę stamtąd uciec, że mam już serdecznie dość, że to jakaś niewidzialna siła mnie tam trzyma, że nie robię tego, z własnej woli, że spędzam czas z ludźmi, których sobie sama nie wybieram, że nie jestem pewna...

Z czasem minęło. Zrobiło się nawet sympatycznie. Śmialiśmy się sporo. Prawdopodobnie umówiliśmy się na przyszły tydzień. Nie pamiętam.

I tylko propozycja H. przeraża mnie, gdy się nad tym zastanawiam...

W pierwszej chwili chciałam mu powiedzieć, że przecież mnie to nie dotyczy, że to nie dla mnie... szybko jednak uświadomiłam sobie, że on, jako terapeuta, wie, co mówi. Teraz czuję się wystraszona. W co ja się wpakowałam? Do czego mi to potrzebne? Czy tego chcę?

I wiem, że zrobię wszystko, by pojechać na te warsztaty.

 

środa, 05 września 2007, lagrazanna

Polecane wpisy

  • _

    Była Ukraina. Przetrwałam. Była obietnica - żadnych wyjazdów - trafiła się Afryka. Zrozumiałam. ...ale gdy jeszcze przed wyjazdem zabrakło Ci sił, musiałam post

  • Zdeterminowana

    Muszę odejść. By zachować szacunek dla samej siebie, muszę. Obiecałam Ci to po ostatnim zapiciu i tym razem dotrzymam słowa.Dośćmojej niekonsekwencji. Ja już ma

  • ***

    Urlop się skończył. Goście odjechali. Zrobiło się cicho i pusto. Tak zwyczajnie, a jednocześnie niezwykle. Zostaliśmy sami, spędzaliśmy ze sobą całe dnie. I noc

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: