Blog > Komentarze do wpisu
Rozbawiona

To trochę pod Twoim wpływem (a może w końcu do tego dorosłam?) zdecydowałam się spróbować chodzić w szpilkach. Do tej pory zawsze wybierałam glany. Albo inne kalosze. Kiedyś twierdziłam nawet, że glany to buty całoroczne - nosiłam je na okrągło, bez przerwy, w każdą pogodę i do każdego stroju.

A dziś... chyba tak, to jednak Twój fetyszyzm skłonił mnie ku temu odważnemu i niebezpiecznemu przedsięwzięciu.

Buty dostałam od K. Ma ich ponoć pół piwnicy, a ja - do ćwiczeń nie potrzebuję innych. Takie z piwnicy są ok. Podeszłam do nich z niespotykanym optymizmem. Przecież WCALE nie są za wysokie i WCALE nie mają zbyt długich czubków i już na pewno WCALE nie wyglądają jak racice.

Założyłam i wstałam. Potrafię stać! Pomyślałam wtedy, że jak je zapnę, to łatwiej będzie zrobić mi jakikolwiek krok. Zapięłam. Wstałam. Złapał mnie skurcz w kostkę. Musiałam usiąść. Rozpięłam prawego buta, pokręciłam stopą, przeszło. Całą operację powtórzyłam raz jeszcze. Od początku. Przeszłam się, wplątałam w jakieś kable. Pełno ich tu wszędzie.

Położyłam się na łóżku. Tu okazało się, że w butach jest niespecjalnie wygodnie. Zdjęłam. Pierwsze kroki mam już za sobą. Następne - gdy tylko kupię sobie SWOJE szpilki. Od cudzych swędzą mnie stopy. Jakoś tak mi nieswojo.

Przypuszczam, że do poruszania się w takich butach niezbędne jest towarzystwo mężczyzny u boku. Tak na wszelki wypadek...

środa, 18 lipca 2007, lagrazanna

Polecane wpisy

  • _

    Była Ukraina. Przetrwałam. Była obietnica - żadnych wyjazdów - trafiła się Afryka. Zrozumiałam. ...ale gdy jeszcze przed wyjazdem zabrakło Ci sił, musiałam post

  • Ukarana

    Dostałam mandat! Za szybko chciałam do Ciebie wrócić...

  • Współuzależniona

    Jak co piątek (no, prawie), pojechaliśmy na miting. Nie byłam w nastroju. Miałam ochotę wogóle tam nie iść, usiąść na ławce w parku i poczekać. Poszłam.Wiadomo.

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: